jedno wielkie nic?
Z dnia na dzień czuję się coraz bardziej nieszczęśliwa.
Nic mi nie wychodzi.
Ludzie mają mnie totalnie w dupie.
Właśnie kurwa. Ludzie.
Nie rozumiem ich. Z dnia na dzień wydają mi się coraz większymi idiotami.
Pierdolone karły.
Ich wzrok przepełniony pierdolonym fałszem.
Ich słowa. Bez grama prawdy w sobie.
Ich uśmiechy. Sztuczne, nieprawdziwe, na pokaz.
Jebcie się.
Nienawidzę tego jaka jestem.
Czasem zastanawiam się czy moja nienawiść do ludzi nie wynika z tego, że nigdy nawet nie próbowałam ich polubić.
Każdego trzymam na dystans.
Nie potrafię z nikim stworzyć zdrowej relacji.
A jak już znajdę kogoś z kim chciałabym nawiązać jakieś kontakty...
robi mnie w chuja.
Albo ja jego.
Bo nie potrafię inaczej.
Pierdolona sierota.
Zamykam się.
Znów użalam się nad sobą.
Znów mam ochotę rozjebać sobie łeb o ścianę.
Efekt samotności?
Bezradność?
Czas się zmienić.
Zawsze tak mówię.
Tak.
Taki chuj.
Jeszcze trzeba umieć to zrobić.
I mieć chęci.
Chęci są.
Umiejętności brak.
Z drugiej strony... zmiana...
Po co udawać kogoś kimś się nie jest?
Nigdy nie będę kurwa duszą towarzystwa.
Która ma wszystko w dupie.
Sprawiam tylko wrażenie osoby mającej wyjebkę na krytykę.
A jej totalnie nie posiadam.
Przejmuje się byle gównem jakby świat miałby się zawalić.
Tak kurwa, mam 16 lat.
Nienawidzę. Nienawidzę Nienawidzę.
siebie.